Content area
Full text
nowym filmie Wojtka Smarzowskiego zdążyło zrobić się głośno na długo przed premierą za sprawą wdzięcznie brzmiącego tytułu „Kler", który zapalił niektórym czerwone lampki, przestrzegające, że ten reżyser i tytułowa grupa społeczna mogą być połączeniem wybuchowym. Już Krzysztof Zanussi - zdeklarowany katolik - musiał się tłumaczyć, dlaczego komisja, w której zasiadał, rekomendowała film do produkcji. Napięcie wzrosło, gdy dystrybutor wypuścił (a po chwili usunął) pierwszy zwiastun filmu. Największe wrzenie wzbudziła w nim scena leżących nago w łóżku Joanny Kulig i Roberta Więddewicza - nie żebyśmy nie widzieli tych aktorów wcześniej bez ubrań, szkopuł w tym, że Więckiewicz u Smarzowskiego gra księdza. Jak widać - ponad dwadzieścia lat po protestach przeciwko pokazywaniu w polskich kinach „Księdza" Antonii Bird - życie seksualne duchownych wciąż pozostaje u nas w sferze tabu. Mimo że w każdej mniejszej i większej miejscowości słychać historie o takich czy innych formach realizowania przez nich swej seksualności.
Donoszą o tym i media. Nie tylko w Poznaniu głośny był przypadek księdza Węcławskiego, który zrzucił koloratkę dla ukochanej i przyjął jej nazwisko (a następnie dokonał apostazji); jeszcze większym echem odbiła się historia molestującego kleryków arcybiskupa Petza. Okazuje się, że wiedzieć to jednak co innego niż zobaczyć. Kino wciąż potrafi prowokować, bo czyni widzialnym to, do czego zazwyczaj nie mamy dostępu, co możemy sobie jedynie wyobrażać. Powstają więc spory (a czasem wręcz awantury) o to, co można unaocznić, a czego już nie. Jak się zatem okazuje, nagi ksiądz, ksiądz pożądający, ksiądz jako istota seksualna to...





